Betty Q

Pierwsza polska performerka i nauczycielka burleski. Inicjatorka Akademii Burleski i współzałożycielka Madame Q (scena, akademia, cocktail bar). Reżyserka projektu Bez Okładek. Autorka choreografii do filmów, teledysków i teatru. Występuje na scenach polskich i zagranicznych. Aktywistka ciałopozytywności. Absolwentka Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Poza scena zaangażowana hafciarka.

Z anim zajęłam się burleską, nie było w Polsce środowiska burleskowego. Postanowiłam spróbować stworzyć polską platformę dla tego rodzaju performansu. Jestem pedagożką, instruktorką tańca, instruktorką teatralną – chciałam rozpowszechnić w Polsce zjawisko, jakim jest burleska. Już będąc w gimnazjum zauważyłam, jak istotny w burlesce jest element teatralności, element ekspresji kobiecości. Na początku to było dla mnie bardzo istotne. Jednak współczesna burleska, tak jak ja ją rozumiem, nie dotyczy tylko kobiecości. Można za jej pomocą wyrazić męskość, niebinarność. Poczułam, że burleska posługuje się moim językiem, że to moja forma ekspresji. Osoby, które spotykam na zajęciach lub oglądają nasze przedstawienia dostrzegają, że jest to droga do znalezienia porozumienia z samym sobą, do samostanowienia. To, co robię na scenie to mój wybór. A środki, których używam mają dać pewien przekaz, jak i dać rozrywkę.

Na samym początku skupiałam się na ciałopozytywności, radości z ciała. Moje występy były wesołe, leciutkie. Ale to wszystko się zmienia. Ostatnio świętowałam dziesięciolecie burleski w Polsce. Przebyłam długą drogę do innych środków wyrazu i zaczęłam koncentrować się na wyrażaniu innych treści. Teraz ważne jest dla mnie pojęcie reprezentacji, przez co rozumiem dawanie głosu mniejszościom – a kobiety w wielu sferach życia wciąż są mniejszością. Reprezentacja polega na tym samym, co robienie zdjęcia klasowego: niższe osoby stają w pierwszym rzędzie żeby je dostrzec. I ten pierwszy rząd musimy zapewnić osobom z mniejszości.

Moja działalność artystyczna może też mieć aspekt terapeutyczny. Na różnych poziomach: ci, którzy przychodzą oglądać burleskę, widzą osoby, które czują się na scenie wolne, atrakcyjne, które na scenie robią to, co chcą. Na burleskowej scenie są osoby o różnych ciałach, również nienormatywnych, niemieszczących się w kanonie piękna. Widzowie to dostrzegają. Zauważają na przykład, że występujące artystki mają takie same blizny po cesarce i mimo tego wciąż są atrakcyjne – a panie z widowni najczęściej wstydzą się swoich blizn. Dokonuje się pewna normalizacja ciała. Ciała nienormatywnego, którego nie oglądamy w mediach mainstreamowych. Dzięki burlesce wszystkie osoby mogą czuć się reprezentowane i atrakcyjne. Osoby przychodzące na zajęcia zauważają nie tylko, że ich ciała są atrakcyjne, ale też, że mogą mieć nad nimi pewien rodzaj kontroli, świadomość. Często nie lubimy swojego ciała, gdyż jest poza naszą kontrolą. My pokazujemy, że wszystko jest możliwe.

Do bycia artystką dochodziłam przez lata występów scenicznych i uczestnictwo w różnych innych wydarzeniach. My kobiety potrzebujemy więcej czasu, aby nazwać się artystką, mężczyznom przychodzi to łatwiej. Pojęcie „artystka” jest w moim życiu bardzo świeże. Jestem jednak przede wszystkim performerką. W Polsce status aktorski jest mocno zinstytucjonalizowany, wiąże się z ukończeniem szkoły artystycznej. Bycie „naturszczykiem” nie jest dobrze postrzegane przez środowisko. Mimo, że mam doświadczenie aktorskie i teatralne, wciąż bywam nazywana „tancerką burleski”, choć akurat tancerką wcale nie jestem. Bardziej jestem aktorką. Bardzo lubię występować, sprawiać ludziom radość. Lubię też uczyć – i w tych dwóch dziedzinach jak sądzę jestem dobra. Mam poczucie misji. To, czym się zajmuję ma duże znaczenie dla rozwoju sekspozytywności i ciałopozytywności, składnia do zastanowienia się nad swoim ciałem – i to jest dla mnie najważniejsze. Dla wielu osób zajęcia mają skutek naprawczy lub formujący ich stosunek do własnego ciała, a to zmienia ludziom życie. Do niedawna nie byłam tego świadoma, ale otrzymuję masę informacji zwrotnych i teraz zdaję sobie lepiej sprawę z pozytywnych efektów tego, co robię.

Jestem Żydówką humanistyczną. Judaizm humanistyczny oznacza pełne poszanowanie dla tradycji, kultury, historii, dla tekstów, dla religii, ale w rozumieniu ateistycznym. Wierzę w społeczność, w kulturę. Oznacza to przekładanie tekstów judaizmu na rozumienie świeckie. Judaizm humanistyczny ma w sobie dużo więcej treści niż „świeckość” żydowska, gdyż ja nie odrzucam tekstów teistycznych, ja się z nich uczę. Społeczność żydowska, która stanowi dla mnie istotę żydowskości, to grupa ludzi, to nauka. Kultura żydowska zawsze było mocno związana z uczeniem się, nauką właśnie, a nawet samą umiejętnością czytania i pisania, co stanowi pewien wyróżnik tej cywilizacji.

W rodzinie, w której przyszłam na świat żydowskość nie była celebrowana.  To wszystko pojawiło się w moim życiu dopiero, gdy miałam 18-19 lat. Reprezentuję takie pokolenie, które tożsamość i kulturę żydowską musiało samo dla siebie odkrywać, uczyć się tego. Jesteśmy pod tym względem pewnym ewenementem, gdyż ciągłość kultury żydowskiej w naszych rodzinach została przerwana przez wojnę i bardzo często osoby, które przetrwały Holocaust, nie kultywowały już tej kultury.

Jestem Żydówką humanistyczną. Judaizm humanistyczny oznacza pełne poszanowanie dla tradycji, kultury, historii, dla tekstów, dla religii, ale w rozumieniu ateistycznym. Wierzę w społeczność, w kulturę. Oznacza to przekładanie tekstów judaizmu na rozumienie świeckie.

Jest taki festiwal kultury żydowskiej tworzony przez Żydówki i Żydów, „FestivALT”, niezwykle autentyczny, organizowany przez artystów głównie krakowskich. Uczestniczę w nim jako kuratorka, moderatorka dyskusji, a w ubiegłym roku zaproponowano mi zastanowienie się nad tematami do następnych edycji festiwalowych. Dodało mi to energii do myślenia głębiej: jak w ogóle prowadzić debaty w świecie żydowskim. Zrozumiałam, że ja też mam prawo o tym decydować. Zaproponowałam, żeby porozmawiać o kompleksie „nowego Żyda”.

Wychowałam się w rodzinie, w której od zawsze wiedziałam, że jesteśmy pochodzenia żydowskiego. Wtedy jeszcze nie nazywałam sama siebie Żydówką, ale teraz tak. W pewnym momencie moja mama odkryła, że istnieje społeczność żydowska w Polsce, o czym wcześniej nie miała pojęcia. Dopiero wtedy się odnalazłam, weszłam w tę społeczność. Wiele dla mnie znaczyło, że zostałam do niej przyjęta, zaakceptowana. Ale też zdałam sobie sprawę, do jakiego stopnia nie znam rytuałów żydowskich, żydowskiej kultury, tego wszystkiego, co ludzi z tej społeczności łączy. Czułam się trochę gorsza, ale otrzymałam dużo wsparcia. Powiedziano mi: „Jesteś częścią nas! Wszystko jest w porządku”.

Przy okazji działań FestivALTu zorganizowałam dyskusję na temat tego kompleksu. Okazało się, że podobne doświadczenia mają również inne osoby. Nieraz udawaliśmy, że rozumiemy pewne tradycje, rytuały żydowskie. Nie zadawaliśmy pytań, nawet jak nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Moją misją w społeczności żydowskiej jest pokazywanie, że nie ma nic złego w tym, że się czegoś nie wie. Zawsze można o to dopytać i dzięki temu jeszcze bardziej zbliżyć do społeczności. Sprawa „nowych Żydów” bardzo mnie zajmuje, gdyż polska społeczność żydowska jest znana z tego, że tylko niewielka jej część wychowała się tzw. domach żydowskich. I nie chodzi tutaj o konwersję, tylko o ludzi z historiami podobnymi do mojej. Wiele osób, które dowiadują się o swoich korzeniach, nic z tym nie robi, bo boi się, że nic nie wie. Ja jestem „urodzoną aktywistką”. Pozostaję wrażliwa na wspomniane kompleksy, na mniejszości, na kontekst równościowy. To, o czym mówię dotyczy samej mnie: czułam się nieswojo ze swoją niewiedzą na temat kultury żydowskiej.

Bycie rozpoznawaną wykorzystuję do głośnego mówienia o pewnych sprawach, do normalizowania ich. Choćby termin „Żydówka”.  Wykonuję dwa szczególne numery, które dotyczą tematu żydowskości.”

Jestem jedną z niewielu Żydówek w Europie, które zajmują się burleską. Bycie rozpoznawaną wykorzystuję do głośnego mówienia o pewnych sprawach, do normalizowania ich. Choćby termin „Żydówka”.  Wykonuję dwa szczególne numery, które dotyczą tematu żydowskości. Jeden z nich to radosny, uroczy numerek chanukowy, z którym występowałam na paru imprezach społeczności żydowskiej. Drugi natomiast, który prezentuję  rzadko i jest trudny, łączy tradycję żydowską i katolicką. Dotyczy moich korzeni, gdyż moje nazwiska rodowe to nie tylko Klarwajn i Rotman, ale też Oporska i Ciszewska. Nie zapominam o polskiej spuściźnie. Wiele lat temu na studiach brałam udział w projekcie „Jestem Polką, jestem Polakiem” zorganizowanym przez Gminę Wyznaniową Żydowską we współpracy z różnymi organizacjami mniejszościowymi i bodajże Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, pod patronatem Marii Kaczyńskiej – wówczas Pierwszej Damy. W polskich miastach pojawiły się wielkie billboardy ze zdjęciami osób z różnych mniejszości: Ukraińców, Niemców, Karaimów, Żydów, Romów, opatrzone podpisem: „Jestem Polką, jestem Romką”, „Jestem Polką, jestem Żydówką”, „Jestem Karaimem, jestem Polakiem”. W ten sposób dano do zrozumienia, że nie musimy wybierać, kim jesteśmy, że możemy być i jednym, i drugim, na 200%. Ja obchodzę zarówno Chanukę, jak i Święta Bożego Narodzenia. Łączę w sobie te dwie kultury: polską i żydowską. Nie wyobrażam sobie roku bez Bożego Narodzenia i zarazem roku bez Pesach, które jest moim ulubionym żydowskim świętem.

Najważniejsze w żydowskim dziedzictwie w Polsce jest dla mnie to, że u nas tradycja żydowska jest związana ze świeckim judaizmem, z byciem Żydem w kontekście kulturowym, a nie tylko religijnym. Wiele osób o tym zapomina. Można być pełnoprawnym Żydem, nawet nie będąc osobą religijną.

Przez kilka lat pracowałam w Agencji Żydowskiej, gdzie zajmowałam się edukacją, organizowaniem wyjazdów do Izraela, a przez pewien czas również Aliją, emigracjami do Izraela. Zdałam sobie wtedy sprawę, że Izrael wielu osobom wydaje się bezpiecznym miejscem, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało biorąc pod uwagę sytuację na Bliskim Wschodzie. Osoby o żydowskim pochodzeniu zawsze mogą się tam przenieść i stać się pełnoprawnymi obywatelami tego kraju, jeżeli gdzie indziej będzie im się działo źle.

Moim największym marzeniem jest to, żeby w Polsce było dobrze. To chyba jasno pokazuje, że jestem Polką.

https://www.youtube.com/watch?v=o-CUjloZ7Os