Małgorzata Imielska

Urodziła się i wychowała na warszawskim Muranowie. Niewiele wiedziała o swoim żydowskim pochodzeniu. W jej domu rodzinnym nigdy nie poruszało się tematu pochodzenia. I tylko kołysanki śpiewane w jidysz przez babcię pozwalały domyślać się, że jest w tym jakaś tajemnica. Jest absolwentką Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, reżyserką oraz autorką scenariuszy filmów dokumentalnych, fabularnych, spektakli teatralnych i radiowych. Wiele z jej filmów opowiada o losach ludzi, którzy przeżyli Shoah.

Jej wielokrotnie nagradzany na polskich i zagranicznych festiwalach dokument „Powiedz mi dlaczego” opowiada o Jurku Kamienieckim i Stelli Pencer i o ich niespełnionej, przerwanej przez Holocaust miłości. On urodził się w Warszawie, ona w Otwocku. Jurek ratował ją przez cała wojnę; mógł, bo miał dobre, fałszywe papiery. Rozdzieliło ich jego aresztowanie. W obozie Auschwitz tylko myśl o niej pozwała mu przeżyć każdy, kolejny dzień. Po 45 roku Jurek zamieszkał w Tel Awiwie, Stella w Bostonie. Nigdy się już nie spotkali. Powrót do przeszłości był za niej a trudny, mimo, że wciąż go kochała. Z kolei film „Dzieciństwo w cieniu śmierci” jest historią ukrywanego dziecka, które było świadkiem śmierci swoich rodziców. I tylko pamięć o ich miłości pozwoliła mu dalej żyć. „Wytrwałość” to opowieść o Benie Barenholtzu, legendzie nowojorskiego kina, którego jako dziecko ukrywała polska rodzina na Wołyniu. Jego niezwykłe życie na zawsze naznaczyła śmierć ojca, który został zamordowany na jego oczach przez polskich i ukraińskich sąsiadów. Imielska jest także autorką cyklu filmów dokumentalnych opowiadających o polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Jej ostatni dokument „Miłość i puste słowa” stanowi z kolei zapis relacji chorej na Alzheimera kobiety i jej kochającego męża, który do końca otacza ją nieustająca opieką. Film zdobył nagrody na festiwalach w Łagowie, Łodzi, Hongkongu, New Delhi, Kalkucie i Toronto.

Ukończony przez nią w 2019 roku na podstawie własnego scenariusza debiut fabularny „Wszystko dla mojej matki” to opowieść o dziewczynie z poprawczaka, która za wszelką cenę pragnie odnaleźć matkę. Film otrzymał kilka nagród, między innymi za „Golden Debiut” na 3Kino Fest MFF Praha 2020, Best Narative Film na Ojai Film Festival, 2020, nagrodę za reżyserię i dla najlepszego filmu fabularnego na International Film Festival Dhaka 2020, czy wyróżnienie za debiut reżyserski i Nagrodę Publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2019. Odtwórczyni roli głównej, Zofia Domalik, otrzymała nagrodę za profesjonalny debiut aktorski na FPFF w Gdyni w 2019. W tej chwili pracuje nad scenariuszem drugiego filmu fabularnego „Ta cholernie piękna miłość”. Będzie to ironiczna opowieść o uczuciach w czasie i miejscu, które temu nie sprzyja. Kolejna opowieść o miłości ponad wszystko.

N igdy do końca nie dowiem się jaka jest historia mojej rodziny.  Z dzieciństwa pamiętam Babcię, mamę mojej mamy, która zabierała mnie na cmentarz żydowski przy ulicy Okopowej. Pamiętam, że pokazywała mi tam groby. Które, kogo? Dziś tego nie wiem i nie ma nikogo, kto by mi mógł o tym powiedzieć. O tych wyprawach nie było wolno mówić w domu, to była tajemnica moja i babci. Moja mama zawsze była temu przeciwna. Miałam też żal, bo wszystkie dzieci chodziły do kościoła. My też, ale to nie było takie ważne. Kiedy była pierwsza komunia, marzyłam o długiej, białej sukience. Wszystkie mamy moich koleżanek takie sukienki dzieciom szykowały. Moja raczej niespecjalnie ekscytowała się tym świętem.  W ogóle kościół – chociaż mój tata był wierzącym katolikiem – nie odgrywał znaczącej roli w moim życiu. Ważne było, żeby być dobrym człowiekiem, a to nigdy to nie było utożsamiane z wiarą.

Do dzisiaj tego nie mogę zrozumieć, że nie zapytałam mamy  wprost  o nasze pochodzenie.  Nie robiłam tego, jakbym gdzieś do szpiku kości miała wpojone przekonanie, że o pewne rzeczy nie wolno pytać. Świadomość żydowskich korzeni odkrywała się powoli. I to działo się już po śmierci moich rodziców. Nie wiem, poczułam, że mogę?  Nagle zrozumiałam, że wiele kołysanek śpiewanych przez babcię było w jidysz. Na przykład Tumbałałajka. Albo Cziribom, Cziribom. Czy ta o rabbim i chasydach, którzy zawsze robią to, co on.

Na wakacje ojciec wysyłał nas często nad morze, do Juraty. Kiedy wypożyczało się leżaki, trzeba było zostawić dowód i podać adres. – Ulica? – pytał facet od leżaków. – Mordechaja Anielewicza. –  mówiła moja mama głośno i wyraźnie.  Nikt nigdy nie wiedział jak to się pisze, więc ona zaczynała literować to imię i nazwisko. A potem zawsze dodawała: „Nie wie pan, kto to? To był dowódca powstania w getcie…” I zawsze zaczynał się jej długi wykład.  Myślę, że ona chciała o nim mówić.

I jeszcze to, o czym zawsze wiedziałam. Rodzice mojej babci zginęli już po Powstaniu Warszawskim. Niemcy podpalali wtedy kolejne domy i wyciągali ludzi z piwnic. Wyciągnęli też mamę, babcię i jej rodziców. Ktoś z sąsiadów wskazał na moich pradziadków i powiedział, że są Żydami. Prababcia w ostatniej chwili odepchnęła mamę. Chwilę potem zostali rozstrzelani.

Z ulicą Anielewicza łączy się jeszcze jedna rzecz. Moja babcia nie chciała tam mieszkać, dla niej ta ulica była w samym sercu getta.  Getta już przecież nie było, ale ta ulica była dla niej w sercu getta. Trudno to wytłumaczyć, ale tak to czuła. W momencie, gdy w latach 80 przenieśliśmy się na ulicę Ogrodową, moja siostra poszła z babcią do Żydowskiego Instytutu Historycznego, żeby sprawdzić czy ta ulica też jest na terenie byłego getta.  Babcia odetchnęła z ulgą, kiedy się okazało, że nie.

I jeszcze to, o czym zawsze wiedziałam. Rodzice mojej babci zginęli już po Powstaniu Warszawskim. Niemcy podpalali wtedy kolejne domy i wyciągali ludzi z piwnic. Wyciągnęli też mamę, babcię i jej rodziców. Ktoś z sąsiadów wskazał na moich pradziadków i powiedział, że są Żydami. Prababcia w ostatniej chwili odepchnęła mamę. Chwilę potem zostali rozstrzelani.

Wiedziałam o tym, ale nie wiedziałam, że to oznacza, że jakiejś część ja też mam żydowskie pochodzenie. Jak to możliwe? Przecież już wtedy robiłam filmy o ludziach, którzy doświadczyli Shoah. A jednak to o dziwo nie sprawiło, że skleiła mi się moja historia.

Pamiętam jak po śmierci mamy poszłam do rabina, żeby mi pomógł odnaleźć historię mojej rodziny. Na przykład akt urodzenia mojej babci, bo nigdy go nie miałam. Zapytał, czy babcia mówiła mi, że moi pradziadkowie byli Żydami.  – Tak, opowiadała, jak zginęli, ale jaki to ma to związek ze mną, moja rodzina nie była w getcie? Pamiętam, jak się uśmiechnął do mnie i powiedział – zaufaj temu, co ci mówiła babcia. Wtedy wszystko ułożyło mi się w głowie. Zrozumiałam, co to ma ze mną wspólnego. Ta rozmowa była dla mnie bardzo ważna.

Wiedziałam o tym, ale nie wiedziałam, że to oznacza, że jakiejś część ja też mam żydowskie pochodzenie. Jak to możliwe? Przecież już wtedy robiłam filmy o ludziach, którzy doświadczyli Shoah. A jednak to o dziwo nie sprawiło, że skleiła mi się moja historia. “

Później, kiedy chorowałam, musiałam zrobić badania genetyczne. I okazało się, że mam geny semickie. Czy to jest ten dowód? Ten wyczekiwany dowód?

Polska to mój kraj. Czasem wiele rzeczy tu boli, ale to jest mój kraj. Tu się wychowałam. Czytałam polskie książki, jadłam polski chleb, tu mam przyjaciół z dzieciństwa. Izrael to jednak miejsce bardzo ważne. Gdzieś w jakimś sensie po prostu moje. Uwielbiam tamtejszą literaturę, tamtejsze filmy. I jestem bardzo dumna, gdy mogę tam pokazać swoje. Wieczory autorskie w Izraelu są magiczne. Bo wiem, że tam mnie zrozumieją.

To poszukiwanie własnej tożsamości dało mi ogromne poczucie wierności sobie. I poczucie niezależności, że to ja wybieram świat, do którego chcę przynależeć. Świat ludzi wolnych. To jest mój świat. Jest mi dobrze, że go mam, to mi daje poczucie, że jestem bogatsza. Poczucie, że tam w Ramat Ganie jest takie wzgórze i taki dom, gdzie zawsze mogę przyjść, gdzie ktoś na mnie czeka, jest dla mnie ważne.  W jakimś sensie moją ojczyzną są ludzie.

Uczono mnie zawsze samodzielności, niezależności, ale i tego, że moją ojczyzną są ludzie.

https://www.youtube.com/watch?v=VvzJtdl8ulo