Maryla Bethart aka Musidłowska

Do pandemii właścicielka i animatorka Klubokawiarni w warszawskim Muzeum Etnograficznym, współautorka kultowych koszernych śniadań i autorka uczt performatywnych. Była nauczycielką plastyki, kucharką weselną i organizatorką pogrzebów. Pracowała jako kostiumograf i scenograf wideoklipów, programów i widowisk muzycznych Yacha Paszkiewicza. Jako scenograf zburzyła Warszawę w filmie wojennym Irka Dobrowolskiego „Sierpniowe niebo” oraz w teledysku Hemp Gru pod tym samym tytułem.
Zaprojektowała wnętrza kultowej kluboksięgarni „Czuły Barbarzyńca” oraz klubu jazzowego „Diuna”. Jako dziennikarka, redaktorka, felietonistka i stylistka współpracowała z magazynami „Elle”, „Pani”, „Marie Claire”, „Twój Styl”, „Kuchnia”, „In Style”, z „Magazynem Gazety Wyborczej” i wydawnictwem Znak.

Była redaktorką naczelną pisma „Dom&Wnętrze” i sekretarzem redakcji gdańskiego oddziału Gazety Wyborczej. Zrealizowała pierwszą część dokumentu o sztuce osób niepełnosprawnych umysłowo „W dół rzeką” i kilkanaście wieloodcinkowych serii programów kulinarnych i architektonicznych dla Canal+. Prowadziła trzy własne programy kulinarne w Kuchnia +. Realizowała warsztaty poświęcone kulturze żydowskiej dla JCC (Jewish Community Center – Centrum Społeczności Żydowskiej), Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, festiwalu Warszawa Singera, Festiwalu Języka Polskiego w Szczebrzeszynie, Warsaw Jewish Film Festiwal oraz licznych domów kultury. W tzw. międzyczasie wychowała dwoje fantastycznych dzieci. Półtora roku temu wróciła do malowania. Jej pierwszą wystawę „This smells like my fear” można oglądać do końca stycznia 2021 na zamku Książ w Wałbrzychu.

J estem Włóczykijem bez podróży. Pasażerem sabotującym własne życie. Może to kwestia genotypu, albo wychowania, a może to mój neurotyczny charakter, czyli mieszanina DNA, wychowania i doświadczeń. Nie mogę niczego planować, bo kiedy tylko coś zaplanuję, rzeczywistość wywraca mój świat na opak. Za to wszystko, za co muszę się w życiu zabrać, ostatecznie mi wychodzi. To jest moja super moc. To sprawia, że mogę płynąć przez życie nie upierając się przy swoim. Bo, jak mówiłam, kiedy tylko coś „poważnie zamierzam”, słyszę donośny, szczery śmiech Najwyższego. Za to kiedy położę się na fali życia, wyzwalają się we mnie siły i talenty.

Wychowała mnie babcia prawdziwym, żydowskim, inteligencko-artystowskim wychowaniem. Niby laickim, ale w ciągłej rozmowie z Absolutem. Była cynicznym, nieustraszonym rycerzem. Nigdy nie bała się poświęcić uwagi przypadkom, o których wiedziała, że są beznadziejne. Pochodziła z Wiednia, tam skończyła malarstwo. Zdawała na studia w tym roku co Hitler. „Ech, jak inaczej wyglądał by świat, gdyby to mnie nie przyjęli” – żartowała. Babcia, widząc moje młodzieńcze zaangażowanie w politykę (to był koniec lat 70. i początek 80. XX w.), mówiła „nie przyzwyczajaj się za bardzo do tego, że jesteś Polką. Prędzej czy później powiedzą Ci, że jesteś obca i że masz się pakować. Dobrze będzie jak dadzą Ci się spakować”. Babcia uważała, że dla kobiety najważniejsza jest materialna niezależność. Wierząc w mój talent i znając trudny charakter, próbowała nakłonić mnie do zawodu protetyka: „z twoim wyczuciem formy i koloru będziesz robiła najpiękniejsze protezy w promieniu 300 kilometrów, gdziekolwiek się nie znajdziesz… Kobieta musi mieć fach w ręku, artystą możesz być po godzinach”.  Możecie sobie wyobrazić jak mnie to wkurzało, kiedy miałam te swoje 17-18 lat i najbardziej na świecie chciałam być reżyserem. Teraz oczywiście wiem, że miała rację. W trakcie mojego długoletniego już dryfowania przez życie (z rzadkimi próbami stawiania się, kończącymi się zawsze spektakularną katastrofą) zdobyłam fach. Nauczyłam się gotować na tyle dobrze, że mogę to robić wszędzie. Babcia byłaby zadowolona, chociaż nie przepadała za kucharkami. Nauczyłam się pisać i redagować, ale mogę to robić tylko po polsku, co trzyma mnie w miejscu, w którym jestem, no i pokochałam malować, co jest tak nieproduktywnym finansowo i abstrakcyjnym zajęciem, że nie ma żadnego znaczenia gdzie się je wykonuje. Z młodzieńczych marzeń pozostało mi tylko pragnienie bycia reżyserem, co jest w moim przypadku trudne o tyle, że nie mam żadnych talentów do zdobywania kasy na swoje projekty. A wiecie, jak jest: pomysł to jedna setna dzieła. Więc, jestem Włóczykijem bez podróży…

Za to wszystko, za co muszę się w życiu zabrać, ostatecznie mi wychodzi. To jest moja super moc.