Mikołaj Trzaska

Studiował na wydziale malarstwa oraz w pracowni multimedialnej na Gdańskiej ASP. Muzycznie wyrósł na gruncie yassu – artystyczno-społecznego ruchu, który na przełomie lat 80. i 90. XX w. zbuntował się przeciw skostnieniu polskiego jazzowego środowiska. Wraz z Tymonem Tymańskim oraz grupą kilku innych wolnych od wszelkiego doktrynerstwa muzyków zmienił oblicze polskiej muzyki jazzowej. Trzaska był współzałożycielem najważniejszej formacji yassu – legendarnej Miłości oraz liderem równie kreatywnego Łoskotu. Choć impet yassu wygasł wiele lat temu, stał się czołową postacią krajowej sceny improwizowanej. Po okresie yassowym nagrał kilka skupionych i wyciszonych płyt z sekcją braci Olesiów. Akompaniował także poetom – Marcinowi Świetlickiemu i Jurijemu Andruchowyczowi, tworzy projekty muzyczno-literackie z Andrzejem Stasiukiem. Komponuje muzykę do filmów Wojciecha Smarzowskiego („Kuracja”, „Dom Zły”, „Róża”, „Drogówka”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Wołyń”, „Kler”). Dziś jest liderem, międzynarodowego kwartetu Inner Ear, kwartetu klarnetowego IRCHA, duńsko-polskiego tria Volumen, członkiem m.in: Resonance – Kena Vandermarka, Magic – Joe McPhee czy tria Shofar z Raphaelem Rogińskim i Maciem Morettim. Jest popularyzatorem muzyki żydowskiej, która od kilku lat stała się stałym elementem jego twórczości. Przede wszystkim jednak realizuje się na gruncie radykalnego współczesnego jazzu free. Podróżuje po świecie, współpracując z tuzami światowej improwizacji, m.in. z Peterem Brötzmannem, Joe McPhee, Kenem Vandermakiem, Peterem Friisem Nielsenem, Clementine Gasser, Petem Ole Jorgensenem, Michaelem Zerangiem, Franzem Houtzingerem, Jayem Rosenem, Domikiem Duvalem, Markiem Sandersem. Nagrał około czterdziestu płyt.

Z ajmuję się muzyką improwizowaną, ale również piszę muzykę filmową, gram muzykę żydowską. Muzyka improwizowana jest komentarzem do zapisanej formy albo sytuacji w jakiej się znajdujemy. Sam jazz od zarania swoich dziejów zajmował się komentowaniem rzeczywistości społecznej. Mnie zależy, by to zachować. Aktualnie promuję swoją książki – autobiografię „Wrzeszcz”, wydaną w Wydawnictwie Literackim. Podróżuję po świecie, ucząc się improwizacji od wielu mistrzów w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Również staram się przekazywać młodszym kolegom wiedzę, którą mam. Muzyka jest dla mnie rodzajem drogi duchowej, daje wartość wewnętrzną, która buduje człowieka od środka, daje siłę.

Yass, którego byłem współtwórcą, już prawie 30 lat temu chciał zmiękczyć pewną „twardość” polskiej struktury jazzowej, ożywić polski jazz, który jako „twardy kanon” nie ma racji bytu. Wierzę w kulturę oddolną – bo nawet jeśli się jej przeszkadza, to ona i tak się rozwija. Kultura jest artefaktem naturalnym. Problem muzyki jazzowej polega na tym, że można ją znaleźć w publikacjach, ale nie na ulicy. Nie ma jej w domach i w klubach. To nie jest dobry znak, bo nie jest częścią kultury, nie wytwarza wokół siebie tego, co jazz lat 50. XX wieku, nie wytwarza ruchu społecznego, nie gromadzi bohemy. A człowiek przestaje być jedynie muzykiem, a zaczyna być artystą tylko wtedy, gdy opuszcza strefę komfortu i płynie dalej.

Zgadzam się z Raphaelem Rogińskim, który powiedział kiedyś, że „skoro jest Żydem, to każda muzyka, którą gra jest muzyką żydowską”. Dla osób pochodzenia żydowskiego, które przeżyły Holocaust, Marzec 1968, muzyka jest fenomenalnym narzędziem do odkrywania swojej żydowskości. Niektórzy idą do synagogi albo zaczynają studiować Torę, ale to nie jest dla mnie. Już nie będę bardziej religijny niż jestem – a nie jestem. Dla mnie moc duchowości posiada właśnie muzyka. Poprzez muzykę powróciłem, jeśli można to tak ująć. Muzyka dla mnie jest taką żydowską drogą. Nawet jak gram silną awangardę, to zawiera ona tę szczyptę duchowości, którą wynoszę z tradycji żydowskiej.

Dla mnie moc duchowości posiada właśnie muzyka. Poprzez muzykę powróciłem, jeśli można to tak ująć. Muzyka dla mnie jest taką żydowską drogą. Nawet jak gram silną awangardę, to zawiera ona tę szczyptę duchowości, którą wynoszę z tradycji żydowskiej.

To nie dotyczy tylko Żydów, ale całego narodu polskiego – dla człowieka najważniejsze jest, żeby dowiedział się, skąd jest. Mamy tę historię zerwaną przez wydarzenia II wojny światowej. Nasza żydowskość jest inna niż żydowskość amerykańska czy brytyjska. Nasza żydowskość, czyli żydowskość polskich Żydów jest wyprowadzona z silnego rysu holocaustowego i każdy pisarz lub twórca odnosi się właśnie do tego. Każdy z nas musi to przepracować, dać świadectwo naszej absolutnej odrębności. W Ameryce, w Nowym Jorku, moi przyjaciele tego nie rozumieją, dlatego próbuję im to przekazać. To różnica pomiędzy nami: dla wielu z nich skojarzenia z żydowskością to święta żydowskie, rodzina, przyjemne skojarzenia… Ja natomiast  identyfikuję się ze swoją żydowskością przez Auschwitz. Rozliczyłem się z cierpieniem, które mnie spotkało, jako przedstawiciela drugiego pokolenia ocalonych z Holocaustu i postanowiłem, że będę robił współczesną muzykę żydowską. Zależy mi na tym, by ta muzyka była aktualna, żeby tworzyć współczesną twórczość żydowską, a nie współczesną „Cepelię”. Chcę robić to, co jest ważne tu i teraz.

Jestem polskim Żydem i ta przynależność jest absolutnie ważna. Wielokrotnie myślałem o tym, żeby wyjechać i wiele razy zatrzymywałem się w różnych miejscach. Zawsze jednak wracałem. Tu jest  przestrzeń, której potrzebuję, relacje z ważnymi dla mnie ludźmi. Jestem dumny z tego, że mam w Polsce wokół siebie mnóstwo wspaniałych ludzi.

Jeśli chodzi o świat żydowski w Polsce, to odnosimy się do świata, który zaginął. Powiem, jak Singer, że my w jakiś sposób zajmujemy się wywoływaniem duchów. Nasza praca, muzyka jest na granicy realności i mistycyzmu. Historia polskich Żydów nie jest nam do końca znana. Nie mam pojęcia, jak zginęli lub co się stało z częścią mojej rodziny. Nie znam miejsca pochówków wszystkich moich krewnych. Mam daty urodzenia, ale nie mam dat śmierci, nie wszystko można znaleźć. To puzzle, których brakujące części staramy się uzupełnić i wyobrażamy sobie, co się wydarzyło. Tworzymy pewnego rodzaju literaturę, gdyż tego wszystkiego nie da się odtworzyć. To można też odnieść do mojej pracy, gdzie szukam tych brakujących elementów i próbuję rekonstruować.

Nasza żydowskość jest inna niż żydowskość amerykańska czy brytyjska. Nasza żydowskość, czyli żydowskość polskich Żydów jest wyprowadzona z silnego rysu holocaustowego i każdy pisarz lub twórca odnosi się właśnie do tego. Każdy z nas musi to przepracować, dać świadectwo naszej absolutnej odrębności.

Mam poczucie misji, tak jak i inni, którzy pozostali. Skoro jesteśmy, to musimy dalej to robić to, co robimy, ktoś przecież musi. Wielu ludzi, którzy przeżyli Holocaust, tworzyło potem Państwo Izrael, dlatego zastanawia mnie, jak po tym, co przeżyli mogli zbudować dla siebie kraj, przekroczyć lęk, strach, traumę. Przychodzi jednak taki moment, że trzeba powiedzieć: „koniec żałoby” i iść dalej. To jest nasz obowiązek – żyć, iść do przodu.

Dlatego obecnie realizujemy duży projekt, którego celem jest odnowienie życia kulturalnego w synagogach, w budynkach, które zostały odrestaurowane i stoją puste. Zależy nam na tym, by pokazywać artystów, koncerty, wystawy, pisarzy. Ten projekt był marzeniem mojego życia. Chcemy jeździć z południa na północ Polski, by szukać pustych budynków, w których niegdyś tętniło żydowskie życie. Miejsc, o których nawet lokalna społeczność nie wie, że były to synagogi, mykwy, domy żałoby, bożnice. Chcemy w tych przestrzeniach realizować program kulturalny, pokazywać ludziom historię i życie żydowskie. Nie zajmuję się filozofowaniem, ale działaniem. Dzięki temu mam poczucie, że żyję pełnią życia.

Jeżdżąc po świecie spotykam żydowskich przyjaciół i razem współpracujemy przy projektach poświęconych tworzeniu kultury żydowskiej. Nie ma znaczenia czy to Nowy Jork czy Tel Aviv. Pamiętam swój pierwszy pobyt w Izraelu, to był zachwyt! Za każdym razem odbieram jednak to miejsce inaczej. Fascynuje mnie wielokulturowość tego miejsca. Oczywiście to nie jest kraj mojego dzieciństwa. Każde miejsce jest tam inne, ma inną przestrzeń. Kiedy jestem w Tel Avivie, mam wrażenie jakbym był w Berlinie, z hipsterami i pewnym luzem. Ale potem jadę wzdłuż murów oddzielających Izrael od terytoriów palestyńskich i wtedy mam wrażenie, że jestem na wojnie. Kiedy jestem w marcu na kwitnącej pustyni, znów jestem zachwycony, ale śledząc współczesną politykę Izraela, jestem przestraszony.

Polacy i Żydzi mają ze sobą coś wspólnego. I jedni i drudzy myślą o sobie jako o narodzie wybranym.  Jak robić dialog polsko-żydowski? Dobrze ujął to znakomity pisarz Andrzej Stasiuk: „Żeby się kolegować, to trzeba coś razem robić”. I sądzę, że to jest rozwiązanie, najlepszy sposób na dialog. To jest muzyka drogi, kino drogi. Trzeba coś ze sobą przeżyć. Wtedy pojawia się więź, a przecież o to chodzi. Dialog jest więzią. A kultura, wspólna kultura to oddolne inicjatywy.

Mam poczucie misji, tak jak i inni, którzy pozostali. Skoro jesteśmy, to musimy dalej to robić to, co robimy, ktoś przecież musi. Wielu ludzi, którzy przeżyli Holocaust, tworzyło potem Państwo Izrael, dlatego zastanawia mnie, jak po tym, co przeżyli mogli zbudować dla siebie kraj, przekroczyć lęk, strach, traumę. Przychodzi jednak taki moment, że trzeba powiedzieć: „koniec żałoby” i iść dalej. To jest nasz obowiązek – żyć, iść do przodu.”

Jeśli chodzi o żydowskość, to bycie w mniejszości jest pewnego rodzaju luksusem. Mam na myśli dostęp do „sekretnej wiedzy”, czyli tego, co jest niezmiernie ważne w sztuce – odrębność, moc samodzielnego myślenia, uwolnienia się od stereotypów. To dla artysty jedyna forma, w której może istnieć. I dla mnie poczucie przynależności do mniejszości jest super. Oczywiście ma to swoje minusy. Czy jestem Żydem, gejem, inwalidą? Jeżeli każdy człowiek w społeczeństwie zda sobie sprawę ze swojej odrębności, to wtedy widzi, że jest częścią pewnej mozaiki.

Jestem ateistą, ale to chyba jest tak, że każdy żydowski ateista jest na swój sposób religijny. Nawet moi najbardziej lewicowi żydowscy przyjaciele pojawiają się na żydowskich świętach. Podejrzewam, że nawet Trocki chodził na szabas. Judaizm to immanentna część nas. W religii żydowskiej można rozmawiać z Bogiem, można się z nim kłócić, to dobrodziejstwo judaizmu.

Podejrzewam, że nawet Trocki chodził na szabas. Judaizm to immanentna część nas. W religii żydowskiej można rozmawiać z Bogiem, można się z nim kłócić, to dobrodziejstwo judaizmu.”

Sztuka to spotkanie z samym sobą, światem swoich przeżyć, emocji. Są takie słowa, które wiążą się ze sztuką, sztuką wizualną, muzyką. Jest coś takiego jak samotna, smętna żydowska nuta, żydowska tęsknota za światem, który przeminął. Słychać ją w żydowskiej muzyce przedwojennej, jakby to był rodzaj proroctwa. Żydowski artysta, Żyd czuje się samotny, ale to poczucie mniejszości daje siłę. A muzyka to przede wszystkim historia budowana na relacjach z ludźmi. Muzyka wychodzi do ludzi, nawet tak trudna jak moja. I jeśli jeszcze ludzie mówią sobie o trudnych rzeczach, to znaczy, że są naprawdę blisko.

https://www.youtube.com/watch?v=Z75eeAzxlJs